28 marca 2017

Trochę historii - Kamp Amersfoort


Amersfoort pokazywałam na blogu już wielokrotnie. Znacie je więc już jako stylowe holenderskie miasto średniej wielkości. Dziś rozwija się bardzo dynamicznie, jako jedna z kilku tutejszych Dolin Krzemowych. Co drugi facet na osiedlu zapytany o swoje zajęcie odpowie "sektor IT". Swoją popularność Amersfoort zawdzięcza centralnemu położeniu - dokładnie w środku kraju. Niewielka odległość od Utrechtu i Amsterdamu predestynuje je też do bycia przytulną, elegancką sypialnią holenderskich metropolii. Dzięki temu Amersfoort stało się jednym z najpopularniejszych w kraju miast średniej wielkości, słynącym też z najlepszej edukacji i wielkiej liczby doskonałych restauracji. Ale to historia najnowsza. Bo jeszcze w nieodległych czasach Amersfoort nie wyróżniało się niczym szczególnym, poza owianym złą sławą hitlerowskim obozem koncentracyjnym.
Do tego miejsca, położonego na granicy miasta i sąsiedniej gminy Leusden, zupełnie mi się nie spieszyło. Ale w końcu musiałam się tam udać jako opiekunka klasy Marcina. Wycieczka do Kamp Amersfoort jest obowiązkowa dla każdego ucznia klasy siódmej lub ósmej, zanim jeszcze szkoła średnia zmusi go do odwiedzenia Auschwitz. 




Kamp Amersfoort powstał jeszcze przed niemiecką okupacją jako koszary wojskowe. W 1941 roku przekształcono je w obóz dobudowując baraki dla więźniów. Pierwszy ich transport zawitał tu latem 1941 roku. Byli to komuniści przetrzymywani poprzednio w Kamp Schoorl - obóz ten jednak Niemcy uważali za mało strategicznie położony (na wybrzeżu, gdzie ewentualnie mogli wylądować Brytyjczycy). Z czasem Amersfoort stało się głównym holenderskim obozem pracy dla osób aresztowanych za antyniemieckie poglądy, udział w ruchu oporu, pomaganie Żydom, nielegalny handel oraz uchylanie się od pracy. Biorąc pod uwagę, że w Amersfoort przebywało w sumie 37000 więźniów długoterminowych, widać wyraźnie, że ten antyniemiecki opór silny nie był. Przetrzymywano tu też osoby chore psychicznie oraz jeńców sowieckich pochodzenia azjatyckiego (jako przykład podludzi!). Dodatkowo obóz był przez pewien czas wykorzystywany jako obóz przejściowy dla osób deportowanych następnie do Niemiec - czyli w praktyce dla Żydów, ale także pewnej części Holendrów zatrzymanych za najcięższe przestępstwa przeciw Rzeszy. 





Nazwa Amersfoort w Holandii nie kojarzy się więc zbyt dobrze, chociaż posiadanie w rodzinie osoby, która tu trafiła jest uważane za nobilitujące. Kamp Amersfoort był w istocie obozem pracy, chociaż daleko mu do obozów, których obrazy powstają w naszych głowach po usłyszeniu tej nazwy. Przez 4 lata działania obozu życie straciło tu jedynie 650 osób. Część z nich została rozstrzelana, a długi wąwóz, w którym dokonywano egzekucji jest najstraszniejszą pamiątką po obozie. 


Wykopany rękami więźniów wąwóz strzelniczy - miejsce rozstrzeliwań więźniów Kamp Amersfoort
Kamienny Człowiek (Stenen Man) - rzeźba stojąca w miejscu, gdzie rozstrzeliwano więźniów.



Obozie, który po wojnie przestał fizycznie istnieć. Ponieważ o wojennych przeżyciach wszyscy chcieli zapomnieć, teren obozu przekazano znów na potrzeby wojska, a obecnie mieści się tam akademia policyjna. Co ciekawe, tuż obok obozu po wojnie (na przełomie lat 50-tych i 60-tych) zbudowano żydowski szpital psychiatryczny, w miejsce placówki z Apeldoorn, która została radykalnie zlikwidowana przez Niemców w czasie wojny - wszystkich pacjentów wywieziono do Auschwitz. Dopiero pierwszych latach XXI wieku ktoś doszedł do logicznego wniosku, że miejsce zostało wybrane niezbyt szczęśliwie i szpital zlikwidowano.  


Płaskorzeźba z fasady żydowskiego szpitala psychiatrycznego.
Kilkanaście lat temu część terenu dawnego obozu przeznaczono na muzeum. Pamiątek pozostało niewiele: filmy i zdjęcia, rysunki więźniów. Poza tym ostał się jeno dzwon z placu apelowego i resztka muru baraku karnego. 


Plac apelowy z dzwonem





Symbol tzw. "ogrodu różanego", czyli obozowego miejsca kaźni przy placu apelowym.


Pozostałości baraku karnego o szerokości jednej celi.
Jak każdy obóz Kamp Amersfoort nie był miejscem przyjemnym, ale pozostałości świadczą dobitnie o różnicy w traktowaniu mieszkańców Europy Zachodniej, w porównaniu z warunkami w Polsce. Co ciekawe, obóz był pod stałą opieką Czerwonego Krzyża, którego przedstawicielka, Loes van Overeem, wynegocjowała najpierw z SS stałe dostarczanie paczek (co tydzień lub 2) i jedzenia dla więźniów (w kanapkach była też codzienna porcja grypsów), a pod koniec wojny, w obliczu nadchodzących aliantów komendant obozu przekazał jej zarządzanie placówką. 


Na zdjęciu Loes Overeem w czasie wizyty w Kamp Amersfoort

Jeśli chcecie zobaczyć obóz koncentracyjny, albo pokazać taki swoim dzieciom, nie wywołując w głowach koszmaru, Kamp Amersfoort świetnie się nadaje. Można tu obejrzeć miejsce kaźni bez obezwładniających widoków krematoriów, komór gazowych czy stert włosów i butów. To monument w prawdziwie holenderskim stylu - mało dosłowny, raczej umożliwiający refleksję niż pokazujący okropne fakty. Dlatego obejrzenie go daje świadectwo historii, ale nie wzbudza strasznych odczuć. Chociaż to oczywiście rzecz względna - jeden z chłopców z naszej grupy zemdlał, o od pracowników muzeum dowiedziałam się, że to przypadek nieodosobniony.

Niemniej jednak odwiedziny w Kamp Amersfoort są interesujące i zaskakujące jednocześnie. A to przede wszystkim z powodu urody tego miejsca. Obóz położony jest po najładniejszej stronie miasta, na suchym pagórkowatym terenie, w pięknym sosnowym lesie. W słoneczny dzień ma on taki urok, że aż trudno uwierzyć, co działo się w tym miejscu 75 lat temu.



Stanowisko niemieckiej obrony przeciwlotniczej przy płocie obozu.



1 komentarz:

  1. Liczba osób w obozie może nie oddawać oporu bo być może cała reszta nie dała się złapać?
    Ważne, że są wśród Holendrów przyzwoici ludzie i chcą pomagać innym, darczyńcy są anonimowi: http://www.rynekzdrowia.pl/Serwis-Kardiologia/Prof-Marian-Zembala-Holendrzy-uratowali-ponad-400-polskich-dzieci-z-wadami-serca,142203,1014.html

    Jeśli społeczeństwo chce zapomnieć o jakiś wydarzeniach to nawet o nich nie wspomina, dla przykładu w PL bieżeństwo 1915r jest takim "zapomnianym wydarzeniem", a z kolei pokolenie Niemców z II wojny światowej też nie opowiadała wnukom co robiło podczas wojny. A jak zespół psychologów zapytał to pokolenie o powody wsparcia Hitlera to przerazili się ich odpowiedzi, bo niektórzy z nich dziś też by tak zrobili. W szkołach przestano wyświetlać filmy z Hitlerem bo młodzież wychodziła z nich zachwycona a oni chcieli co innego filmem pokazać. Powstała z tego książką "Dlaczego poszli za Hitlerem. Psychologia narodowego socjalizmu w Niemczech" by Marks Stephen.
    Może istnieją opracowania historyczne nad ruchem oporu II wojny w Holandii?
    pozd T.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...