8 marca 2017

Najsłynniejsze Holenderki - lista, której nie ma

allochtonka - sławne holenderskie kobiety

W ostatnim poście pisałam o szklanym suficie, czyli ograniczeniach kariery zawodowej kobiet. Zanim go napisałam zastanawiałam się długo, czy mam rację stawiając sprawę z tak mocno feministycznego punktu widzenia. Bo tak jak zaznaczyłam na końcu Holenderki wydają się nie mieć z tym dużego problemu. W końcu pracować mogą i jest to nawet społecznie pożądane, a państwo zapewnia im możliwość skutecznego łączenia pracy z wychowywaniem dzieci, a stosunkowo wysokie dochody - nawet jeśli niższe niż osiągane przez mężczyzna - i tak wystarczają na w miarę wygodne życie. Czyli wszystko w porządku, a życie jest piękne. Ale oprócz moich obserwacji dotyczących małej liczby kobiet na wysokich stanowiskach mam jeszcze jeden argument:

Otóż moim pierwotnym planem było napisanie posta o najsławniejszych kobietach Holandii. Takich z encyklopedii, najlepiej rozpoznawalnych na całym świecie. I okazało się to niezwykle trudnym zadaniem. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że ich prawie nie ma!

Holandia rządzi w wielu dziedzinach, a jednak wśród wielkich tego świata holenderskich kobiet brak. Po raz pierwszy zwróciłam na to uwagę pisząc dla Klubu Polek post "Subiektywny przegląd znanych Holendrów". Zrobiłam wtedy dość solidny research, żeby nie przegapić jakiegoś ważnego nazwiska. I okazało się, że na wszystkich top-listach kobiety występują właściwie tylko jako ozdóbki. Najbardziej znane holenderskie kobiety to w gruncie rzeczy celebrytki wszelkiego rodzaju. Wśród nich 2 królowe: poprzednia Beatrix i aktualna żona króla Maxima. Modelka Doutzen Kroes, najbardziej znana z reklam bielizny. Aktorka Audrey Hepburn. Spośród nieco bardziej współczesnych Carice van Houten - chociaż wydaje mi się, że w sumie zagranicą mało kojarzona. Na liście tych naprawdę znanych wysoko plasują się za to Sylvia Kristel ("Emannuelle") i gwiazda porno Kim Holland, ale to chyba żadna wielka chluba dla Holenderek. Rozpoznawalna jest tez łyżwiarka Ireen Wust oraz prezenterka ze znanej telewizyjnej rodziny Linda de Mol (to ci od wszelkiej maści reality shows). 

Nieco lepiej jest w muzyce: wszyscy znają Anouk, która w 2013 roku dobrze reprezentowała Holandię w konkursie eurowizji, a także Ilse DeLange, która w tym samym konkursie rok później zajęła drugie miejsce. Melomani na pewno pamiętają o Candy Dulfer, świetnej saksofonistce jazzowej, która współpracowała m.ni. z Princem, Eurythmics czy Pink Floyd. 

Do listy możemy dorzucić jeszcze 2 wyjątkowo dobrze znane nazwiska: Mata Hari - słynna kobieta szpieg z czasów I wojny światowej i Anne Frank. Ta ostatnia to zdecydowanie najsławniejsza Holenderka wszech czasów, chociaż tę popularność zawdzięcza przede wszystkim tragicznym okolicznościom i umiejętnej promocji jej pamiętnika.


allochtonka - słynne Holenderskie kobiety


A gdzie reszta? Chociaż w holenderskiej polityce kobiet jest dość sporo, o czym pisałam w poprzednim poście, to jedynym w miarę rozpoznawalnym nazwiskiem jest była europejska komisarz Neelie KroesWśród znanych Holenderek nie ma żadnych współczesnych businesswomen, chociaż Holandia to ojczyzna kilkunastu globalnych koncernów. Trudno także przypomnieć sobie jakieś holenderskie pisarki - ewentualnie można pomyśleć o Helli Haasse, której 4 książki zostały nawet przetłumaczone na polski. Nie znam też żadnej holenderskiej kobiety architekta, choć przecież mężczyźni w tej dziedzinie celują. Ani żadnej światowej sławy artystki sztuk pięknych, choć przecież sztuka niderlandzka jest od wieków w czołówce. I wreszcie dochodząc do nauki: wśród 19 holenderskich noblistów nie ma ani jednej kobiety! 

Dodatkowo jeszcze trzeba zwrócić uwagę, że niektóre z tych z mojej krótkiej listy, nie są "pełnokrwistymi" Holenderkami. Dotyczy to np. Audrey Hepburn, której ojciec był Anglikiem, a ona sama w Holandii spędziła tylko kilkanaście lat, czy królowej Maximy, pochodzącej w Argentyny. Holenderką nie była też właściwie Anne Frank, która miała żydowskie pochodzenie, a urodziła się i mieszkała przez pół swojego krótkiego życia w Niemczech.

Czyli jednak szklany sufit?    

25 komentarzy:

  1. Kojarzę jeszcze Kenau Simonsdochter Hasselaer uznawaną jako holenderską Joannę d'Arc, i piosenkarka Caro Emerald:-)
    Ale czy ta anonimowość/nieznanie Holenderek nie wynika z holenderskiego stylu życia, który wynika z ich religii sprzed wielu wieków? Również dotyczy to Holendrów.
    Podczas pierwszej wizyty w Amsterdamie wiele lat temu, Holender od razu zaprowadził nas do Dzielnicy Czerwonych Latarni, opowiadał o niej z dumą, że to objaw wolności. To by było ciekawe pytanie do Holenderek jakie mają podejście do gwiazdy porno, bo żadnej odpowiedzi nie jestem pewna:-)
    pozd T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Caro Emerald bardzo lubię, ale jakoś strasznie popularna to nie jest. Nawet w Holandii. Była na mojej "Subiektywnej liście Holendrów" - po znajomości. O Hasselaer słyszałam, ale nigdy nie napotkałam tego nazwiska poza Holandią. Zresztą tu też się go nie słyszy. Nawet w szkole. Ostatnio przepytałam moją córką i okazało się, że do tej pory w szkole słyszała tylko o kolejnych królowych (Wilhelmina, Juliana, Beatrix), Anne Frank Aletcie Jacobs. Jacobs to nazwisko znajome wszystkim Holendrom, ale poza krajem tez nierozpoznawalne.
      Nie wydaje mi się, żeby anonimowość Holenderek miała coś wspólnego z religią. W końcu o wyjątkowych mężczyznach każdy wie. Dzielnica Czerwonych Latarni jest chyba atrakcją tylko dla turystów i to płci męskiej. Nigdy nie słyszałam żadnej Holenderki, która by jej istnienie specjalnie chwaliła. I podobnie z gwiazdami porno. Generalnie ludzie nie zaprzątają sobie głowy takimi sprawami. A już na pewno o tym w towarzystwie nie rozmawiają - jak wszędzie. Można by jakąś ankietę przeprowadzić... Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet! :)

      Usuń
    2. A dzięki, również wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet:-)
      Religia Holendrów wykształciła w nich dość specyficzne zachowanie, że nie okazują bogactwa, nie chwalą się swoimi zawodowymi etatami, i mają etos pracy. Gazety piszą o celebrytach, politykach, sportowcach, skandalistach i dlatego są znani. Czy nie piszą o menadżerkach, dyrektorkach i innych paniach bo ich nie ma czy dlatego, że po prostu one o to nie zabiegają, żeby być na pierwszych stronach gazet?
      W Holandii kobiety mogły o sobie decydować chyba od samego początku państwa. Miało to też związek z tym, że tam każdy umiał czytać. Śmierć męża nie robiła z kobiety niewolnika. Mogły same zmieniać miejsce zamieszkania, i starać się o pracę w czasach kiedy polskie kobiety były zależne od facetów.
      Z tego co ja rozmawiałam z Holenderkami i Holendrami na temat Dzielnicy i seksu to oni są dumni z tego obszaru. Oni sami o tym chcieli rozmawiać, chwalili się tym. Rozmawiali też na temat homoseksualizmu. I na podstawie tych rozmów nie jestem pewna czy porno dla nich to temat wstydliwy, czy po prostu jak każdy inny. Oni mają dość dobrze rozwiniętą edukację seksualną, co być może ma znaczenie jak do tego podchodzą.
      Być może ten feminizm Holenderek jest inny niż polski? Może mają inne problemy do rozwiązania?
      Pozd T.

      Usuń
    3. Dzięki!
      Co do gazet kolorowych, to pewnie prawda. Ale ja kandydatek na listę nie szukałam w tabloidach i pudelkach. Niestety poważniejsze źródła też milczą.

      O homoseksualizmie to już łatwiej rozmawiać. I w ogóle zgadzam się, że nie chodzi o wstyd, tylko o inne problemy. Holendrzy nie zajmują się czymś, co ich bezpośrednio nie dotyczy i tyle. A edukacja seksualna w szkole i u lekarza rzeczywiście jest niezła. Chociaż dopiero w szkole średniej. W podstawowej to niekoniecznie. Może w szkołach publicznych tak, ale w religijnych niechętnie i dopiero w 7 i 8 klasie. 2 lata walczę z zarządem o edukację maluchów odnośnie molestowania. Temat zamieciono pod dywan po zatrzymaniu nauczyciela tej szkoły za pedofilskie fotki w telefonie. :)

      Usuń
    4. Podobnym krajem do Holandii z tym etosem pracy, dyskrecją i bazująca na tym samym nurcie religii jest Szwajcaria. I tam są firmy, z ogromnymi budżetami, zyskami a często dziennikarze biznesowi nie znają firm, bo te firmy żyją również z dyskrecji. Sąsiedzi nie wiedzą, że sąsiad jest prezesem ogromnej firmy z tysiącami pracowników rozrzuconymi po całym świecie. O tym pisze R. James Breiding w książce "Swiss Made. Nieznana historia szwajcarskiego sukcesu" i wspomina o Holandii, i podobnych zachowaniach. Ale nie podaje skali zjawiska w NL.
      Sami Holendrzy mówią, że są za małym krajem żeby być wpływowym.

      CFO Schiphol jest kobietą: http://managementscope.nl/manager/jabine-van-der-meijs/jabine-Meijs-nieuwe-cfo-Schiphol

      Ale czy to znaczy, że jest znana w Holandii? Pewnie w swoim środowisku jest znana, ale czy na świecie? Czy Holendrzy są nią zainteresowani? Może będą jak coś pozytywnego/negatywnego będzie się dziać z Schiphol?:-)

      Ciekawe to co piszesz o molestowaniu, i podejściu do tego zarządu szkoły.

      A masz może wiedzę w zdobywaniu pracy na rynku holenderskim? W PL zdarzyło mi się usłyszeć, że nie dostanę pracy bo jestem kobietą a oni nie chcą mieć w zespole kobiet. Znasz może od tej strony Holandię?
      Pozd T.

      Usuń
    5. Generalnie kobiet nie mają dużych trudności w zdobyciu pracy. Zwłaszcza od kiedy pracodawcy nie muszą bezpośrednio partycypować w opłatach za opiekę nad dziećmi (kiedyś musieli się zrzucać, teraz dopłaca urząd skarbowy). Żłobki i świetlice działają z reguły do 18:30, więc brak opieki nie ogranicza. Zatrudniają też chętnie za część etatu, bo koszty pozapłacowe są rozkładane proporcjonalnie. Ale część etatu oznacza pracę 2, 3 czy 4 dni do wieczora, praca przez pół dnia albo np. do 14:00 nie jest akceptowana. Ale nie w każdym zawodzie i nie na każdym stanowisku. Im wyższe stanowisko, tym większe wymagania co do dyspozycyjności, więc mężczyzna ma zawsze większą szansę. :)

      Usuń
  2. Z wczorajszego raportu: "Kobiety stanowią tylko 13 proc. członków zarządów i 6 proc. prezesów największych firm w Polsce – wynika z raportu McKinsey & Company pt. „Potęga równości. Jak i dlaczego warto wspierać kobiety w karierze zawodowej”. To mniej niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie odsetek kobiet w zarządach sięga średnio 17 proc., a w Norwegii czy Szwecji przekracza 20 proc."

    http://mckinsey.pl/wp-content/uploads/2017/03/McKinsey-Pot%C4%99ga-r%C3%B3wno%C5%9Bci.-Jak-i-dlaczego-warto-wspiera%C4%87-kobiety-w-karierze-zawodowej.pdf

    Pozd T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli w Holandii jest bardzo dobrze... :)

      Usuń
    2. Raczej jest inaczej, i więcej kobiet w NL jest w zarządach niż w Polsce. Myślę, że w PL znaczenie ma naleciałość historyczna określana przez Santorskiego "mentalność folwarczna". W dużym uproszczeniu na folwarku kobiety zajmowały się wychowaniem dzieci, zdrowiem, ekonomią, zarządzaniem majątku ale w hierarchii stały niżej niż chłopi. Teoretycznie to była władza ale w charakterze służby. Santorski i Michalik analizują to w książce "Polska na kozetce".
      Stosunki folwarczne odkrył prof Hryniewicz badając polskie firmy przez 10 lat. Santorski rozpowszechnia te informacje, pomaga firmom odchodzić od tego sposobu zarządzania na rzecz Organizacji Turkusowych. "Polska na kozetce" to jedna z ważniejszych książek, nie tylko dla kobiet.
      Tych folwarcznych doświadczeń kraje zachodu mogą nie mieć. Dlatego też sytuacja kobiet w Holandii jest po prostu inna, ich problemy są inne.
      Pozd T.

      Usuń
    3. No tak, ale to dotyczy w ogóle stosunków społecznych. Generalnie zgadzam się z tą teorią. Chociaż nie do końca rozumiem, jak to możliwe, że 100 lat nie wystarczyło, żeby chociaż trochę te układy zmienić. :)

      Usuń
    4. Też tego nie rozumiem, że to jeszcze w społeczeństwie jest. Ponoć nigdy nie przerobiliśmy tej folwarczności, jako społeczeństwo. Santorski rozpowszechnia bo uważa, że jak zrozumiemy problem to możemy go zlikwidować. Na sytuację kobiety w PL jednak musimy przez pryzmat tej roli w społeczeństwie patrzeć, bo to mocno rzutuje na nasze życie, na nasze prawa do wyboru i decydowania o naszym życiu.
      Zobacz ile zachowań uchodzi facetom - nie kompetentny facet i nikomu to nie przeszkadza, ale kobieta popełnia błąd i jest debata na wiele miesięcy. Albo częsta zmiana partnerów w życiu - dla facetów to "zdobywanie doświadczenia" a "kobieta się łajdaczy". I każda z nas mogłaby przytoczyć swoje przypadki z życia, gdzie próbowano nas podporządkować tylko dlatego, że jesteśmy kobietami.
      A tutaj rozmowa z Hryniewiczem:
      http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/220401,1,polska-wciaz-tkwi-w-glebokim-sredniowieczu.read
      Pozd T.

      Usuń
    5. I znowu dochodzimy do punktu: facetom zawsze łatwiej.
      Czytałam kiedyś ten tekst. Niestety to prawda... :)

      Usuń
    6. Ale czy tak też jest w NL? Facetom uchodzi więcej? Jest na to przyzwolenie społeczne?
      Pozd T.

      Usuń
    7. Nie do końca czuję się kompetentna do odpowiedzi na to pytanie. Moje wrażenie jest takie, że jednak nie. Już nie. Ale pewnie też nie wszędzie jednakowo. :)

      Usuń
  3. Zanim zamieszkałam w NL najbardziej z Holandią kojarzyła mi się Famke Janssen, która mieszka w NY i jest dosyc znana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w ogóle jej nie znam. Dzięki! :)

      Usuń
  4. Eee nie jest tak źle z Holandią - Holandia "wydała" na świat bardzo słynną w latach 80/90-tych przepiękną modelkę Karen Mulder. Inną słynną, holenderską top modelką jest Lara Stone. Dwukrotnie Miss World została Holenderka - Corine Rottschäfer i Catharina Johanna Lodders (tylko jedna Polka została MW). Z muzyków mamy Anitę Doth, która śpiewała w duecie 2Unlimited i jeszcze C.C. Catch - co prawda pół Holenderka ale zawsze:) Pozdrawiam :) p.s. Holandia ma sporo sławnych artystek jazzowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz moze jak jest z równością szans dla kobiet - czy kobieta może zostać pilotką samolotu F16 w armii jesli taka jest praca jej marzeń?

      Usuń
    2. Ale ja właśnie próbowałam szukać poza kategorią "piękne". Za kobiety-muzyków dziękuję. Nie wiedziałam, że CC Catch jest pół-Holenderką. Artystki jazzowe są świetne - chodzę czasem posłuchać. Ale nie kojarzę więcej takich znanych na świecie. Może muszę się poduczyć. :)

      Usuń
    3. Co do armii i F16, to nie mam pojęcia. Mogę popytać kolegę z wojska. NA pewno może zostać ministrem obrony. :)

      Usuń
    4. A w Holandii jest cywilne zwierzchnictwo nad armią? Chyba w całym NATO są podobne zasady. Fajny byłby cały post na temat kobiety w holenderskiej armii:-) W Polsce panowie w lotnictwie długo upierali się aby nie było kobiet. Nie mam pewności, czy kobiety mają otwartą drogą do każdej jednostki, ale w lotnictwie długo musiały o to walczyć (pomagali ojcowie - piloci).
      Pamietam pierwszy rocznik pań na Wojskowej Akademii Technicznej - panowie niemal co semestr omawiali wyniki pań, ile odpadło itd. Dziś przywykli i nie panowie nie robią z tego takiej sensacji:-)

      Usuń
    5. Nie wiem do końca, jakie są stosunki pomiędzy ministerstwem a armią. Ale ministrem obrony jest kobieta. :)

      Usuń
  5. Politico opublikował listę wpływowych europosłów w 2017 roku, i są dwie Holenderki: Kati PIRI, Sophie in 'T VELD.
    Źródło: http://www.politico.eu/list/the-40-meps-who-matter-in-2017-the-ranking-ep40/

    Pozd T.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest jeszcze Sylvie van der Vaart, bardziej widoczna w Niemczech.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...