20 kwietnia 2017

Normandia przed sezonem

5 najciekawszych miejsc w Normandii

Nadchodzą wolne dni! W Holandii tzw. majowe wakacje, które oczywiście są w kwietniu. W Polsce majówka. Czas ruszyć się z domu. Tylko dokąd? Ja osobiście szukam zwykle miejsc w miarę pustych. A o to w Europie niełatwo. Ewentualnie w grę wchodzą też rejony popularne tylko w sezonie. W tym roku mamy pomysł last minute, ale jeszcze go nie zdradzę. Będzie niespodzianka potem. Ale ponieważ w zeszłym roku nie udało mi się napisać żadnej relacji z kwietniowo-majowego wypadu, zrobię to teraz - może jeszcze wykorzystacie.

Normandia rejonem odludnym raczej nie jest. Ale zapełnia się głównie latem. W końcu kto chce plażować w pochmurne dni nad zimnym morzem? Na pewno nie Francuzi. Tłumów na normandzkich plażach można oczekiwać w lipcu i sierpniu, zwłaszcza, że stosunkowo niewielka odległość z Paryża zachęca jego mieszkańców do przemieszczania się w tę stronę także na krótkie  weekendowe wypady. Swoją drogą jeden taki przeżyliśmy. Właśnie ten pierwszomajowy - 4 dni wolnego i nagła zmiana pogody na słoneczne 25 stopni spowodowały prawdziwy najazd paryżan, którzy leniwe jeszcze letniska w ciągu dosłownie 3 godzin zmienili w pulsujące serce kraju. Ale jeśli pomyślicie wcześniej o tym, żeby naszego błędu uniknąć, możecie się delektować urodą Normandii w miarę spokojnie. Jedynie z kilkunastoma tysiącami innych zwiedzających. 

Polecam, bo Normandia wiosną jest naprawdę urocza. Soczyście zielona i obsypana kwiatami jabłoni, z których owoców powstanie później cydr i ulubiony "jabol" mojego męża, czyli calvados. I już choćby możliwość spróbowania tych specjałów może być wystarczającą zachętą do tej wycieczki.

rolnicze tereny Normandii wiosną


Normandia wiosną

kwitnące jabłonie - wiosna w Normandii

cydr i calvados - normandzkie skarby



Kto nie przepada za jabłkowymi trunkami, może popróbować normandzkich serów. No i oczywiście ryb i owoców morza. Restauracje nawet w mocno turystycznych punktach serwują tak smaczne dania, że palce lizać. W każdym razie ja muszę, bo nie mam odpowiedniej techniki. 


Zresztą każdy znajdzie tu coś dla siebie. Sielskie krajobrazy sadów i pól w głębi lądu konkurują z szerokimi piaszczystymi plażami oraz skalistymi klifami. Malownicze średniowieczne miasteczka znane z obrazów impresjonistów rywalizują o popularność z zabytkami D-Day. A świetnie zachowany cud średniowiecznej techniki budowlanej Mont Saint-Michel ściga się z zarośniętymi trawą równie starymi opactwami. Wybór jest taki, że nie wiadomo, co najpierw. Pewne jest jedno: tydzień to zdecydowanie za mało. Zwłaszcza, jeśli zdarzy się tak wspaniała pogoda, która jednak zdecydowanie rozleniwia. Więc na pewno pojawię się tam jeszcze nie raz. 

Plaże i wszelkie zabytki związane z lądowaniem aliantów odpuściliśmy sobie zupełnie. Jakoś nas nie ciągnie, ale wiem, że cieszą się wielką popularnością. Może następnym razem... My zaczęliśmy jeszcze bez słońca od poszukiwania straconego czasu. Deauville, Trouville, Villers-sur-Mer, Houlgate, Cabourg ciągle jeszcze mają w sobie ten czar jak z Prousta. Charakterystyczne kształty i kolory domów. Małe pensjonaty i wielkie hotele. Atmosfera jak w starym Sopocie. Zresztą Grand Hotel Cassino w Deauville od tego sopockiego też różni się niewiele. Do tego rybne knajpki o zachodzie słońca. Ech, rozmarzyłam się. 


eleganckie butiki Deauville

hotel w Deauville


kolorowe parasole na plaży w Deauville




Trouville w Normandii




odpływ na plaży w Villers-sur-Mer

Villers-sur-Mer, typowe normandzkie letnisko


A to dopiero początek. Idąc za kulturalnym ciosem odwiedziliśmy też najulubieńsze miasteczko impresjonistów: Honfleur. Miejsce wręcz kultowe. Nie rozczarowuje, chociaż w rzeczywistości jest znacznie bardziej szare niż kolorowe. Ale w tej szarości, zwłaszcza ulicy Więziennej i drewnianego kościoła ponad portem, tkwi jego urok. 


ulubione miasto impresjonistów - Honfleur

marina w Honfleur

ulica Więzienna w Honfleur

zabytki Honfleur

Honfleur, Normandia

Największy drewniany kościół Francji w Honfleur


Nieco bardziej w stronę nowoczesności zboczyliśmy do Granville, miejsca pochodzenia Christiana Diora. Niestety, muzeum w jego domu było już zamknięte, a poza pięknym ogrodem i cudowny widokiem z niego na morze, miasto raczej nas nie przekonało. 

W przeciwieństwie do położonego po przeciwnej stronie zatoki turystycznego highlightu, Mont Saint-Michel. Tę osobliwość kojarzy chyba każdy. Obejrzenie tej osobliwości to punkt obowiązkowy dla zwiedzających Normandię, ale i sąsiednią (dokładnie za rzeką) Bretanię, która często się do tego zabytku też przyznaje. Chociaż dziś już nie trzeba czekać na odpływ, by dostać się na wysepkę z miasteczkiem-twierdzą i górującym nad nią opactwem, i tak robi ona wielkie wrażenie. Szczególnie jeśli nie wsiądziecie w autobus ani do konnego omnibusu, tylko postanowicie skorzystać z własnych nóg. Z jedynego olbrzymiego parkingu do bram miasta jest aż 2,5 km. Ale każdy metr wart jest przejścia, bo to świetna okazja do podziwiania Mont Saint-Michel z oddali. Ale oczywiście trzeba jeszcze potem wdrapać się na szczyt, więc niektórym szkoda sił. I czasu. A szczytu, czyli opactwa też nie należy odpuszczać, bo jak wszystkie podobne miejsca ma ten wyjątkowy klimat jak z "Imienia róży". Ja uwielbiam wąskie nawy gotyckich kościołów, krzyżowe sklepienia refektarzy, a przede wszystkim klasztorne krużganki. W ogóle się nie dziwię, że średniowieczni mnisi potrafili tam medytować całymi godzinami. Ja też mam zawsze ochotę na jak najdłuższe przebywanie w takich okolicznościach.

Mont Saint-Michel z oddali

Mont Saint-Michel to cud architektury średniowiecza

Spacer po zatoce pod Mont Saint-Michel w czasie odpływu

odpływ wokół Mont Saint-Michel

Wejście do opactwa Mont Saint-Michel wąskimi zatłoczonymi uliczkami

W zatłoczonym Mont Saint-Michel można znaleźć spokojną restaurację

Opactwo Mont Saint-Michel położone jest na szczycie wyspy

Niezdobyte opactwo Mont Saint-Michel, które później stało się więzieniem

Gotyckie sklepienie opactwa Mont Saint-Michel

Widok na opactwo Mont Saint-Michel z ogrodu


Ogród opactwa Mont Saint-Michel



Mont Saint-Michel to świadectwo kunsztu człowieka. Ale Normandia to też wspaniałości natury. Najpiękniejsza z nich to klify Etretat. Kolejny must see. Nieco na uboczu, ale za to, aby do niego dotrzeć, trzeba przejechać przez fantastyczny (ale drogi) most Pont d'Europe koło Hawru. Etretat leży nad małą zatoczką, więc trzeba się uzbroić w cierpliwość: na wąskiej drodze tłok, a na koniec trudno znaleźć parking. Ale widoki wynagradzają trud. Zwłaszcza jeśli pofatygujemy się na skarpę i przejdziemy parę kilometrów po tzw. ścieżce celników. 


Wapienne klify Etretat

Klify Etretat znane z obrazów impresjonistów

Spacer w widokiem na klify Etretat to jedna z największych atrakcji Normandii

Klify Etratat wyglądają zupełnie inaczej z każdego punktu "ścieżki celników"

Panorama Etretat w Normandii


Po tych wszystkich wspaniałościach normandzkie miasta (Rouen i Caen) już nie wydały nam się szczególnie piękne. Za wyjątkiem katedry w Rouen.


Rouen w Normandii - katedra gotycka


Największy kościół Normandii

Sklepienie gotyckie

Wielki Zegar na głównej ulicy starego Rouen

Wielki Zegar w Rouen od spodu


Opactwo w Caen

Na tej ulicy w Caen śpiewała młoda Edith Piaf


Podejrzewam, że bardziej zachwyciłoby mnie Bayeux, ale z powodu komplikacji zdrowotnych tam nie dotarliśmy. Za to z przyjemnością zwiedzaliśmy rozmaite ruiny. Od zbombardowanego kościoła w centrum Caen, który zarósł trawą (niestety nie wolno do niego wchodzić, więc moje fotografie dalekie są od tych, które można znaleźć w sieci), przez autentycznie średniowieczne miasteczko Pont Audemer pełne typowych normandzkich ruder aż po opactwo Jumieges w delcie Sekwany. 

Zarośnięte trawą pamiątki po lądowaniu w Normandii

Pont Audemer to najbardziej malownicze stare i autentyczne miasteczko Normandii


Malowniczy widok Pont Audemer

To miejsce zaskoczyło mnie chyba najbardziej. Po opisach i zdjęciach nie spodziewałam się aż takiej urody, a zwłaszcza panującego tam spokoju. Jednak ci średniowieczni mnisi umieli wybierać miejsca z odpowiednią atmosferą. Już sama droga do tego miejsca jest bardzo interesująca. A w zależności od tego, z której strony nadjedziecie i jaką macie nawigację, możecie w bonusie dostać jeszcze przejażdżkę staroświeckim rzecznym promem. Na dodatek w sąsiedztwie opactwa był stawek, w którym obłędnie kumkały właśnie żaby w liczbie chyba miliona. Tam właśnie zjedliśmy nasze ostatnie normandzkie śniadanie (no dobra, właściwie to był lunch) na trawie.

Ruiny opactwa w Jumieges w Normandii


Ruiny Jumieges w Normandii

Pozostałości po opactwie w Jumieges

Gotyckie rzygacze w ruinach opactwa w Jumieges

Wielkie opactwo w Jumieges

Tyle pozostało po średniowiecznej siedzibie zakonników

Tysiące żab kumkają w stawie przed opactwem Jumieges


Tegoroczne majowe wakacje z pewnością będą zupełnie inne. Ale kto wie, może znów przyniosą takie fantastyczne wspomnienia i niedosyt, który na pewno jeszcze nie raz popchnie nas w stronę Normandii. I dalej, bo w Bretanii tez jeszcze nas nie było. 


Sielska wieś w Normandii

W poszukiwaniu straconego czasu
            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...