Poruszenie następuje przed północą za sprawą fajerwerków. Miasta nie organizują ogólnych pokazów, ale za to sąsiedzi ścigają się między sobą, kto więcej wystrzeli. I piękniejsze. Niebo skrzy się od fajerwerków przez dobre 2 godziny, bo tego sobie żaden prawdziwy Holender nie odmówi. Chociaż nawet sami o sobie mówią, że są oszczędni, to na sztuczne ognie pieniędzy nie żałują. A nie są one w Holandii tanie (jak wszystko zresztą). Sprzedawane tu fajerwerki muszą sprostać niesłychanie wyśrubowanym normom nakazanym przez prawo (o niebo surowszym niż np. w Niemczech). Można je kupować wyłącznie w określonych sklepach i stoiskach i to tylko przez jakieś 2 tygodnie przed Sylwestrem. To determinuje ceny, które są o wiele wyższe niż u sąsiadów, stąd wiele osób przywozi tańsze baterie z niemieckich supermarketów (co oczywiście traktowane jest jako przemyt całkowicie nielegalnych towarów). Rekordowy pod względem sprzedaży był rok 2009, kiedy Holendrzy wydali na fajerwerki ponad 76 milionów, w kolejnych kryzysowych latach z dymem poszło jedynie po około 70 milionów.
![]() |
żródło |
Mojej Rodzinie, przyjaciołom, znajomym i nieznajomym życzę udanego Roku 2014, w którym uda się Wam spełnić swoje plany, zamierzenia, a może i marzenia!