7 czerwca 2013

Porody domowe


Wciąż jeszcze interesujemy się tym, co się w Polsce dzieje i pasjami oglądamy polską telewizję. Niestety, polskich kanałów u holenderskich dostawców nie uświadczysz, a kupno dekodera w Polsce wydawało się nam zawsze zbyt skomplikowane. W związku z tym jesteśmy ograniczeni do niektórych kanałów telewizji publicznej. No i właśnie ostatnio trafiłam na odcinek "Na dobre i na złe", w którym ku mojemu niepomiernemu zdziwieniu Ruud i Bodzienka lecą do Holandii, żeby tu urodzić. Rodzić w Holandii?! Zgroza! Nikt o zdrowych zmysłach nie jechałby specjalnie tu w tym celu. 

To oczywiście moja subiektywna opinia. Większość znajomych Holenderek chwali sobie tutejsze podejście do porodu oraz system opieki nad ciężarną i rodzącą. Przybysze (przybyszki?) natomiast mają z nim często potężny problem. Dla Holendrów ciąża to stan jak najbardziej fizjologiczny, którym w żadnym razie nie należy się przejmować. Tak samo poród. To tradycyjne podejście, zbliżone do tego, jakie w Polsce panowało może do lat siedemdziesiątych-osiemdziesiątych, jest tu na dodatek wzmocnione charakterystycznym, ortodoksyjnie protestanckim, purytańskim stosunkiem do życia w ogóle (Bóg dał, Bóg wziął). Generalnie zgadzam się z naturalnym podejściem, ale mam wrażenie, że jednak trochę tu w tym przesady.

W Holandii opieka położnicza opiera się na położnych. Z ginekologiem kontaktu nie ma. Jedynie na usg idzie się 3 razy do przychodni przyszpitalnej lub innego wyspecjalizowanego ośrodka. Jak słyszałam, położne często nie reagują na narzekania pacjentek na ich złe samopoczucie. Zwłaszcza, jeżeli pacjentka pochodzi z zagranicy (podobno zawsze bardziej marudzą). Znam więc już parę dziewczyn, w przypadku których doszło do poważnych zaniedbań w trakcie ciąży, które skończyły się niestety tragicznie. Większość porodów odbywa się również bez lekarza, najczęściej w domu! W obecności jedynie położnej. O ile zdąży - pisałam krótko o takim przypadku w jednym z ostatnich postów. W razie komplikacji wzywa się karetkę - niestety, czasem jest za późno... Co ciekawe, nawet jeśli poród odbywa się w szpitalu, o ile nie ma problemów, pacjentkę wysyła się do domu już 3 godziny później.

Wiele moich znajomych uważa porody domowe za przywilej. Jak mówią, w domu jest spokojnie, swojsko i przytulnie, nie mam obcych  - po prostu GEZELLIG (takie typowo holenderskie określnie, najbliższe chyba słowu przytulnie). Mogę się zgodzić, ale tylko pod warunkiem, że poród przebiega rzeczywiście bez żadnych komplikacji. Co zdarza się rzadko. Dlatego ciągle słyszy się o rozmaitych zdarzeniach wręcz mrożących krew w żyłach. Może nie będę ich w szczegółach opisywać. I chyba nie są to sytuacje wyjątkowe, bo statystyki podają, że liczba śmierci płodów powyżej 22 tygodnia ciąży oraz zgonów okołoporodowych jest w Holandii wyższa niż w jakimkolwiek innym kraju Europy Zachodniej - 5,5 na 1000 (ostatnio czytałam wprawdzie, że i w Belgii jest podobnie - może system działa podobnie).  I pewnie szybko się to nie zmieni, jeśli kobiety nadal będą święcie przekonane, że to rodzą w domu dla własnego dobra. To może i prawda (chociaż nie dla wszystkich), ale niekoniecznie kończy się dobrze dla dziecka. Na szczęście coraz więcej kobiet dobrowolnie wybiera poród w szpitalu - głównie cudzoziemki. A i władze powoli zaczynają się interesować problemem współczynnika śmiertelności noworodków. Tyle, że poród domowy  kosztuje o niebo mniej niż szpitalny. I tu chyba jest pies pogrzebany...


Ten post nie jest zbyt optymistyczny. Na koniec może coś przyjemniejszego. Otóż opieka poporodowa jest w Holandii o wiele lepsza niż gdzie indziej. Zapewniają ją tzw. kraamzorgsters. Właściwie nie są to położne, tylko opiekunki czy pracownice socjalne, przeszkolone specjalne w tym kierunku. Pomagają one matce, a właściwie całej rodzinie, w pierwszych dniach po porodzie. Ale ich praca nie wygląda tak jak położnych środowiskowych w Polsce czy w Niemczech. Pracują w domu pacjentki przez 5-10 dni po kilka godzin dziennie. Zajmują się noworodkiem, uczą karmić, przewijać, kąpać itd. A oprócz tego opiekują się starszymi dziećmi, robią zakupy, czasem gotują, sprzątają, jednym słowem wykonują te prace domowe, których kobieta zaraz po porodzie nie ma siły wykonać. I tego można holenderskim świeżo upieczonym matkom pozazdrościć...

7 komentarzy:

  1. Po pierwsze na samym początku jest weryfikacja czy jest możliwy poród w domu, i nie wszystkie kobiety dostają takie zgody.
    A w domu podczas porodu położna zawsze może podjąć decyzję, że konieczna jest wizyta w szpitalu. Wtedy płaci się za poród i tak jednorazową kwotę. 3 godziny po porodzie naturalnym w szpitalu mama i dziecko opuszczają szpital.
    A jak porozmawiałam z doświadczonymi lekarzami w PL nie był zaskoczony. W domu jest bezpieczniej z uwagi na bakterie. Ludzie w domu szybciej zdrowieją. On po wyprowadzeniu dziecka po 5-7godzinach też wolałby wypuścić je do domu ale niestety pozostawia się dziecko 3-4 doby z uwagi na nasze nawyki i przyzwyczajenia. A szpital wcale nie jest bezpiecznym miejscem. No ale mamy takie nawyki więc tak myślimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się upierać przy swojej opinii. W domu jest bezpieczniej tylko o ile wszystko idzie idealnie. Przy jakichkolwiek problemach w trakcie porodu i zaraz po nim bezpiecznie być przestaje. Wtedy liczą się minuty. Weryfikacja niestety najczęściej jest tylko w gestii położnej (jeśli ciąża była prawidłowa), a ta jest często przekonana, że sobie poradzi. W praktyce bywa różnie. Na dodatek nawet, jeśli poród w domu się uda, to i tak często kobieta trafia do szpitala po nim, bo konieczne jest szycie albo dochodzi do krwotoku. Przy porodach nie ma standardu. A co do wypuszczania do domu, to może bym się zgodziła. Chociaż raczej myślałabym o 7-8 godzinach. Też mi się nie podobało na oddziałach położniczych przebywać 3 doby ani tym bardziej 5 jak w Niemczech.

      Usuń
    2. Sama wspominasz, że " O komplikacjach okołoporodowych nie ma mowy." także rozumiem, że to nie one są przyczyną śmiertelności noworodków?
      Sugerujesz, że Holendrzy mają tak silny dysonans poznawczy, że nawet jeśli poród domowy przyczynia się do zwiększonej śmiertelności noworodków to się z niego nie wycofają?

      Położna podczas porodu nie jest sama, ma pomoc. I znam konkretne porody kiedy to położna uznała, że sobie nie poradzi, że konieczna jest pomoc chirurga i tak też się stało, albo od razu od rozpoczęcia porodu położna uznała, że będzie cesarka i nikt z tym nie zwlekał.

      W szpitalu również noworodki umierają podczas porodu o czym co jakiś czas w PL można usłyszeć.

      Uważam, że to dobrze, że mieszkańcy Holandii mają wybór, przecież nikt ich nie zmusza do rodzenia w domu, mogą rodzić w szpitalu.

      Usuń
  2. Polska ma jeden z najwyższych wskaźników śmiertelności noworodków a nie mamy dozwolonych porodów w domach. Ile noworodków umiera po porodzie w domu? Trzeba by się przyjrzeć twardym danym jako przyczynie śmiertelności, i ich interpretacji w działaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd te dane "twarde"? GUS jakoś ich nie publikuje. Szukałam i znalazłam tylko współczynnik umieralności niemowląt, czyli w okresie od porodu do 1 raku. Jest niższy niż wskaźnik umieralności noworodkowej (do 27 dnia życia) w Holandii, co by wskazywało, że jednak tak wysoki nie jest. :)

      Usuń
    2. Opieram się tylko i wyłącznie na twardych danych: Europejski Konsumenckim Indeksie Zdrowia (EHCI). Przeanalizowałam dane z ostatnich lat jeśli chodzi o śmiertelność noworodków z tego raportu. Publikacja raportu zbiegła się z wycofaniem mz z opieki okołoporodowej, a teraz jeszcze obcięto finansowanie na neonatologię, także poprawy się nie spodziewam:-(

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...