30 września 2016

Aborcja po holendersku


Wszystkie inne tematy dzielące polskie społeczeństwo zeszły ostatnio na dalszy plan w obliczu walki o aborcję. I trudno się dziwić: projekt, który właśnie trafił do komisji sejmowych nijak się ma do rzeczywistości i jego ofiarami mogą w przyszłości być kobiety, dzieci i mężczyźni, którzy z aborcją wcale nie mieli nic wspólnego. 


W debacie publicznej obie strony odwołują się raz po raz do sytuacji w innych krajach. I często pada nazwa Holandia. Nic dziwnego: dla jednych to kraj największej wolności, dla innych "kultura śmierci". Zresztą, przy tej okazji przypomina mi się, ile razy spotkałam się w Polsce z pytaniem jak mogę mieszkać w tym kraju bez wartości. W końcu Holandia oprócz wiatraków, tulipanów i drewnianych butów kojarzy się ludziom z marihuaną, eutanazją i aborcją właśnie. 

Jak jest naprawdę? 

Wbrew obiegowej opinii Polaków statystyki są bardzo niskie. W Holandii w roku 2014 wykonano 30361 aborcji. Co ważne ponad 12% z nich przeprowadzono u cudzoziemek. Pisząc cudzoziemki mam na myśli kobiety, nie zameldowane w Holandii i nieposiadające tutejszego ubezpieczenia medycznego. Realnie więc ciążę usunęło ok. 26 tysięcy Holenderek (co w przeliczeniu na liczbę mieszkańców odpowiadałoby 58 tysiącom w Polsce, tymczasem różne szacunki wskazują liczby pomiędzy 80 a 150 tysięcy). Daje to współczynnik 8,5 na 1000 kobiet w wieku rozrodczym, co jest jednym z najniższych wyników w Europie. Poza Holandią do grona państw z niskim współczynnikiem aborcji (poniżej 10) należą także Niemcy, Szwajcaria, Belgia, Francja, Finlandia i Irlandia. Posługując się inną metodą pomiaru: usuniętych zostało 13% ciąż. Statystyka ta obejmuje wszystkie aborcje niezależnie od przyczyny. Co więcej, od roku 2000 liczba aborcji corocznie powoli spada i trend ten wydaje się stały. 

Czy rzeczywiście więc Holandia jest krajem "kultury śmierci"? Aborcja jest tu legalna. Może się jej poddać każda kobieta. Ciążę można usunąć w szpitalu lub wyspecjalizowanej klinice. Nie ma właściwie żadnych ograniczeń. Przestrzega się jedynie zasady, żeby pomiędzy zgłoszeniem chęci usunięcia ciąży a samym zabiegiem minęło co najmniej 5 dni. Czas ten ma być przeznaczony na przemyślenie decyzji i upewnienie się w niej. Aborcję przeprowadza się albo mechanicznie albo farmakologicznie. Ta druga metoda jest stosowana już w większości przypadków w szpitalach, kliniki aborcyjne pozostają najczęściej przy pierwszej. 

Jak to się dzieje, że  mając takie możliwości Holenderki nie korzystają masowo ze swojej wolności? Pewnie właśnie dlatego, że mają wybór. Nie tylko co do samej aborcji. Holenderskie szkoły zapewniają młodzieży solidną edukację seksualną (jeśli chodzi o szkoły podstawowe, to niekoniecznie - wiele szkół wyznaniowych odsuwa temat na później), a służba zdrowia antykoncepcję. Antykoncepcja dla dorosłych jest płatna (chyba że płaci się za rozszerzone ubezpieczenie ją refundujące), ale dla dziewczyn do lat 21 całkowicie darmowa. Na dodatek to właśnie postępowanie Holendrów jest źródłem określenia "double Dutch", bo podwójne zabezpieczenie jest tu standardem. Tabletki antykoncepcyjne zapisze bez problemu każdy lekarz rodzinny. Młodzież powyżej 16 roku życia nie musi mieć zgody rodziców, a lekarz nie musi ich informować. Ale i tak większość matek sama zaprowadzi córkę do lekarza, żeby poradę i receptę dostały zawczasu. Tabletki antykoncepcji awaryjnej można kupić bez problemu. Dzięki temu liczba ciąż u nastolatek jest stosunkowo niska. Za to powszechne jest poparcie dla aborcji w takich przypadkach. Według statystyki za 2014 ciążę usunęło ok. 3200 dziewcząt poniżej lat 20. Ale i tu widoczny jest wyraźny spadek (ostatnio w ciągu roku o 470 przypadków).

Jaki z tego wniosek? Chyba już czas, żeby panie i panowie posłowie zaczęli myśleć nad rozwiązaniami, które dałyby efekt może nie szybki, ale za to długofalowy i rzeczywisty. Niestety na to się nie zanosi. Wręcz przeciwnie. Ostatnia nadzieja w masowych protestach. Tylko czy rzeczywiście będą masowe?

protest przeciw ustawie antyaborcyjnej




7 komentarzy:

  1. No wlasnie, wolny wybor jest tu podstawa tak niskiej, w sumie, liczby wykonywanych zabiegow aborcyjnych (bo nie wiemy ile w tych statystykach jest ciaz niechcianych a ile zagrazajacych zyciu).

    Edukacja jest moim zdaniem najwazniejszym elementem zmniejszenia liczby ciaz niechcianych. Dzis jestem zagorzala przeciwniczka tabletek hormonalnych dla mlodych (ponizej 30 roku zycia) kobiet (mam swoje powody) i stanowczo, stanowczo podkreslam, ze edukacja, rozmowy o seksualnosci, o roznych metodach zapobiegania ciazy, o konsekwencjach, sa fundamentem zdrowia spoleczenstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie.
      A tabletki, podobnie jak wszystkie inne lekarstwa, mają zalety i wady.:)

      Usuń
  2. Środowiska nazywające się pro-life'owymi forsują taką tezę, że gdyby dopuścić liberalizację przepisów aborcyjnych to cała rzesza kobiet od razu traktowałaby aborcję jako awaryjny środek antykoncepcyjny.Jak widać położenie nacisku na rozmowę i edukację wśród nastolatków może sprawić, że niechcianych ciąż będzie mniej. U nas panuje jednak takie przekonanie, że nastolatkom wystarczy zabronić o swojej seksualności mówić, myśleć i rozważać i sprawa będzie załatwiona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest najłatwiejsze. Nie wymaga wysiłku.

      Usuń
  3. Holandia potwierdza coś, o czym wiedzą wszyscy poza pro-lifersami: kobiety są wystarczająco inteligentne, by odróżnić aborcję od antykoncepcji.

    OdpowiedzUsuń
  4. I super. Podziwiam i zazdroszczę :) Myślę, że w Holandii jest o tyle prościej, że u nich jest długa tradycja państwa świeckiego... W krajach, gdzie religia ma sporo do powiedzenia, takie podejście jest wręcz niemożliwe. Może zainteresuje Cię jak to wygląda w Indonezji, w której mieszkam. Tutaj niestety, wręcz przeciwnie :/ http://bit.ly/aborcja-indonezja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak. Jest to też kraj "niepańszczyźniany", gdzie od wieków każdy mógł sam decydować o swoim życiu.
      Chętnie przeczytam. :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...