21 lutego 2017

Holenderskie fryzury


Zdania na temat podejścia Holendrów, a zwłaszcza Holenderek, do mody i wyglądu są mocno podzielone. Moje osobiste jest takie, że to naród zadbany i wypielęgnowany. A jeszcze do tego wypoczęty, co też wpływa na wygląd. Wielu Polaków ocenia Holenderki jako byle jak ubrane. Moim zdaniem wcale tak nie jest, wręcz przeciwnie: lubią chodzić na wysokich obcasach, chętnie zakładają sukienki, żakiety, biżuterię i obowiązkowo szale. Różnica w ocenie może wynikać z typowej kolorystyki. Przeciętna Holenderka chyba rzeczywiście woli bardziej stonowane kolory niż Polka, chociaż jak dla mnie i tak często obserwuję zbyt krzykliwe - jak dla mnie - wzory. Za to ocena wyglądu facetów chyba nie różni mnie od innych przybyszów: Holendrzy są wyjątkowo zadbani. Płaskie brzuchy, wyprasowane koszule, eleganckie i wypastowane buty... No i wisienka na torcie: włosy!
No właśnie: włosy. Tu mamy poważny rozdźwięk pomiędzy podejściem kobiet i mężczyzn. Kobiety wybierają zdecydowanie wygodę. Czyli fryzury, które "same" się układają, a więc nie wymagają zbyt wielu zabiegów. A więc albo włosy długie albo całkiem krótkie. Te długie całkiem naturalne. Tylko młode dziewczyny noszą wyprasowane, zebrane w koński ogon albo wysoki koczek. Swoją drogą np. w szkole Misi robi to niesamowite wrażenie, jak się spojrzy z góry na aulę pełną prawie identycznie uczesanych nastoletnich blondynek. Populacja 25+ już się tak nie przejmuje: po obowiązkowym porannym prysznicu mokre włosy po prostu zgarniamy do tyłu i już można wsiąść na rower w celu zawiezienia dzieci do szkoły, żeby następnie w ten sam sposób dotrzeć do pracy. W międzyczasie włosy wyschną i koniec. W zależności od ich natury i pogody albo będą całkiem proste albo skręcone w sprężynki albo pofalowane. Ale jedno jest pewne: po jeździe na wietrze na pewno rozwiane. Można więc mieć satysfakcję, że się nie spędziło godziny na ich fryzowaniu, skoro efekt końcowy i tak byłby identyczny. Dotyczy to nawet celebrytek: nie raz zdarzyło mi się zobaczyć jeszcze wilgotne włosy prezenterek telewizji śniadaniowej. 



Alternatywą jest fryzura krótka, ale też tak w stylu "artystyczny nieład". Tu wprawdzie wymagany jest już styling, ale ma on polegać na roztrzepaniu włosów ręką, nałożeniu pianki lub żelu i dwuminutowym suszeniu. Po przybyciu do pracy i tak efekt będzie jak powyżej, więc nie opłaca się poświęcać za dużo czasu na stylizację. Zwłaszcza, że wymagałoby to rywalizacji z partnerem o miejsce przed lustrem.




W przeciwieństwie do kobiet mężczyźni poświęcają swoim włosom bardzo dużo uwagi. Znakiem rozpoznawczym prawdziwego Holendra jest idealna fryzura o każdej porze. A ponieważ z przyczyn opisanych już powyżej (wilgotność, wiatr, rower) utrzymanie takowej jest dość trudne, Holendrzy należą do największych konsumentów żelu na świecie. Jeżeli spotkacie na ulicy faceta bez widocznego żelu na głowie, to możecie być pewni, że nie jest Holendrem. Tu też są 2 zasadnicze trendy: albo idealnie wystudiowana fryzura z piękną falą grzywki albo włosy dość długie i mocno zmierzwione. Tę pierwszą opcję wybiera młodzież i w ogóle młodsza część populacji męskiej, tę drugą intelektualiści, artyści i nieco starsi szczęśliwi posiadacze obfitych włosów. Szczególnie ciekawie wygląda ona w przypadku włosów kręconych. Opcja ta ma taką zaletę, że znów można szybko załatwić sprawę stylizacji i nie zalegać w łazience (uwaga: w holenderskich domach jest zwykle tylko jedna łazienka), lecz spokojnie udać się do pracy z jeszcze wilgotnymi włosami. Fryzura nr 1 wymaga za to długotrwałych zabiegów. Czesanie, żelowanie, czesanie, suszenie, i nie wiem co jeszcze. Tak czy owak przy takiej ilości żelu, jaką używają wielbiciele tych fryzur, nawet wiatr i deszcz nie są w stanie zniszczyć dzieła. Za to potem w żadnym razie nie wolno takiej fryzury dotykać. Według relacji Misi chłopcy w szkole bardzo uważają, żeby nie robić nic, co mogłoby stylizacji zaszkodzić. Przejechani komuś ręką po głowie jest wielkim faux-pas.




Wszystko to dotyczy również maluchów: nawet czterolatki przychodzą do szkoły w pełnym rynsztunku. W każdej drogerii można nabyć specjalny żel dla chłopców z piratami na etykiecie. 




Efekty oceńcie sami. Znany czy anonimowy, młody czy stary: każdy holenderski facet zużywa parę kilo żelu na rok i anektuje łazienkę na dłużej niż kobieta.

2 komentarze:

  1. Zgadzam się calkowicie z Pania.Przez kilka lat mieszkalam w Holandii wiec mialam okazje zaobserwowac przystojnych i zadbanych holendrow,w swietnie skrojonych garniturach,aż miło popatrzeć ;).Zaryzykowalabym stwierdznie ze to ta piękniejsza część płci.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasem też mam takie wrażenie. Pozdrawiam!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...