7 marca 2015

Szkoła średnia w Holandii - wybór większego dobra

Chyba po raz pierwszy zdarzyło mi się zaniedbać bloga na tak długo. Z przerażeniem stwierdziłam dziś, że ostatni wpis pojawił się na początku poprzedniego miesiąca. Działo się dużo: urlop, odwiedziny rodziców i przede wszystkim końcowy etap maratonu szkolnego. Wiecie, o co chodzi, bo już kilka razy o tym pisałam, najpierw tutaj, a potem jeszcze tutaj. Styczeń i luty były miesiącami dni otwartych, a w tym tygodniu musieliśmy podjąć ostateczną decyzję. Jak już pisałam, bardzo się tego obawialiśmy. Z dwóch powodów: po pierwsze nie do końca dowierzaliśmy szkole podstawowej, że wywiąże się ze wspólnych ustaleń co do rekomendacji dla Misi (a to dlatego, że podobne "zniekształcenia" miały miejsce już wcześniej). Po drugie, widząc ogrom możliwości i nasz brak doświadczeń z tutejszym systemem edukacji spodziewaliśmy się problemów z samym podjęciem decyzji, zwłaszcza przez Misię. Decyzji jakże trudnej dla jedenastolatki, a bardzo ważnej, bo przecież w wybranej szkole Misia będzie musiała spędzić 5 do 7 lat. Dziś mogę powiedzieć, że sprawa zakończyła się pomyślnie. W pierwszym aspekcie szkoła stanęła na wysokości zadania i wystawiła rekomendację zgodnie z wcześniejszym projektem. W drugim było rzeczywiście niełatwo, ale Misia wykazała się nie lada dojrzałością i mam nadzieję, że z pierwszej własnej dorosłej decyzji będzie zadowolona.


źródło

Wybór był trudny, przede wszystkim z powodu rozmaitości szkół utrudniającej ich wzajemne porównanie. Nie mogliśmy się oprzeć o wyniki, ponieważ w naszym mieście i okolicy jest po prostu bardzo dużo dobrych szkół. Czyli takich, których uczniowie uzyskują bardzo dobre wyniki egzaminów końcowych (w każdym razie sporo powyżej średniej krajowej). Trzeba było szukać innych przesłanek. Wtajemniczeni radzą, by wybierać szkołę, w której dziecko poczuje się najlepiej. Łatwo powiedzieć! Przecież do większości z nich można wejść tylko raz lub dwa. Najczęściej na tzw. dzień otwarty. Czasem dodatkowo na zebranie informacyjne dla rodziców. Tylko nieliczne szkoły zdecydowały się na pokazanie dzieciom lekcji - oczywiście obowiązywały zapisy, a liczba miejsc była ograniczona. Musieliśmy więc poprzestać na spotkaniach z koordynatorami klas pierwszych (udało się nam odbyć 2 bardzo miłe i rzeczowe rozmowy!) i dniach otwartych. 


Ich rozmach totalnie nas zaskoczył. Szkoły wręcz prześcigają się w reklamowaniu swoich usług. Dni otwarte to wielki pełen atrakcji piknik. Można pobawić się eksponatami, przeprowadzić eksperymenty i rozwiązać quizy. Oraz obejrzeć efekty działalności artystycznej uczniów, pracę kółek zainteresowań, posłuchać orkiestr i zespołów muzycznych, obejrzeć produkcje teatralne i taneczne. Jest kolorowo i wesoło. Dzieciaki zbierają naklejki, gadżety i nagrody. Do tego kolorowe foldery prosto z drukarni, idealnie przygotowane prezentacje multimedialne i profesjonalne filmy promocyjne - takie jak na przykład ten poniżej.





Marketing pełną gębą. Czyli klasyczny przerost formy nad treścią. Cóż, jesteśmy przecież w Holandii. Wszystko musi być całkowicie profesjonalne. Żadnej partyzantki, żadnej prowizorki. Tylko jedna z odwiedzonych przez nas zaprezentowała rzeczywiste codzienne życie szkoły zapraszając dzieci na typowe (dla tej szkoły, nie dla szkoły w ogóle!) lekcje. W pozostałych można było na szczęście przynajmniej obejrzeć podręczniki i porozmawiać z nauczycielami, szkolnymi pedagogami i uczniami. 


W sumie kolorowy zawrót głowy. Rzeczywistość nie może być aż tak wspaniała. Ale i tak jesteśmy pod wrażeniem. Tutejsze szkoły średnie dzielą lata świetlne od tych, które znam z Polski czy Niemiec. Ostatecznie Misia zdecydowała się na jedną z najbliższych  - będzie się wysypiać, bo zaledwie 5 kilometrów do pedałowania, i będzie miała sporo kolegów z osiedla. Będzie mogła uczyć się tak, jak lubi - dużo pracy samodzielnej i w małych grupkach, brak typowych przedmiotów, lekcje zblokowane w projekty tematyczne. Do tego nauczanie języków obcych na bardzo wysokim poziomie z gwarancją uzyskania oficjalnych certyfikatów, trochę artystycznych zajęć pozalekcyjnych, fajne wycieczki, dużo możliwości pracy społecznej (również na rzecz krajów rozwijających się  - z możliwością egzotycznych wypraw). Nowoczesne technologie w postaci codziennej pracy z chromebookiem, ale w dość konserwatywnym środowisku. Największym plusem jest mocno zindywidualizowane podejście do uczniów. Wynegocjowaliśmy pomoc w nadrabianiu nielicznych już braków i opóźnień w holenderskim oraz dostosowanie poziomu nauczania niemieckiego do umiejętności Misi. Reszta nauki też może być modyfikowana w zależności od możliwości intelektualnych i zaangażowania uczniów - ostatnie klasy mają nawet możliwość uczęszczania na pojedyncze kursy na uniwersytecie. 


Brzmi nieźle. Podanie złożone, jeszcze tylko jedna rozmowa wstępna i kilkumiesięczne oczekiwanie na potwierdzenie przyjęcia. A w sierpniu zacznie się nowy etap życia. Mam nadzieję, że moja mała córeczka będzie zadowolona!




4 komentarze:

  1. Opis szkoły brzmi świetnie, musi być dobrze! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję. Do tej pory nie słyszałam żadnych narzekań na nią. :-)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja w sumie też, chociaż na własną byłą nie narzekałam. :-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...