26 kwietnia 2016

Równi i równiejsi, czyli o szansach edukacyjnych


Pamiętacie moje posty dotyczące wszystkich przejść w szkole a zwłaszcza kwalifikacji Misi do szkoły średniej (tu, tutu i tu)? Pisałam o tym wielokrotnie. Raz nawet w wielkich emocjach pozwoliłam sobie na ostry komentarz po spotkaniu z kierownikiem rekrutacji jednej ze szkół (tutaj). To były wszystko moje własne doświadczenia. Wielu Holendrów odnosiło się do nich z dużym dystansem, twierdząc, że jestem przewrażliwiona. 



Tymczasem niedawno ukazał się raport Inspectie van het Onderwijs, czyli nadzoru oświatowego, podsumowujący stan systemu edukacji w Holandii w ostatnim roku. I niestety jednym z najważniejszych wniosków jest taki oto, że różnice w zakresie szans edukacyjnych pogłębiają się. Dotyczy to zarówno dostępu do rynku pracy dla absolwentów, jak i selekcji kandydatów na poszczególne poziomy nauki w szkołach średnich. Rzecz dotyczy oczywiście tradycyjnie pochodzenia etnicznego. Co ciekawe, nie tylko "niet-westerse allochtonnen" (eufemiznm określający imigrantów z krajów poza UE), ale także "westerse allochtonnen", czyli imigranci z krajów o podobnej kulturze, mają mniejsze szanse na pracę. 

Ale clue raportu, to podsumowanie zmian w kwalifikowaniu do szkół średnich, jakie nastąpiły w ostatnim roku. Wcześniej o zakwalifikowaniu na poszczególne poziomy nauczania decydował przede wszystkim wynik końcowego testu CITO (eind CITO), przeprowadzanego w połowie klasy 8. Tzw. schooladvies, czyli rekomendacja, wystawiana była niemal automatycznie na jego podstawie. W moim mieście wszystkie szkoły średnie miały wspólną politykę, obowiązywały progi punktowe dla każdego poziomu nauczania, a advies nikt się nie przejmował. Tylko w szczególnych przypadkach można było negocjować, albo odmówić pisania testu (np. w wypadku mieszkania w Holandii krócej niż 4 lata). W zeszłym roku przepisy się zmieniły. Schooladvies bazuje teraz na opinii szkoły podstawowej. Nauczyciel klasy 8 wystawiając w marcu tę opinię bierze pod uwagę wyniki ucznia w ostatnich 3 latach nauki, w tym również wyniki testów CITO, zwłaszcza tzw. CITO Entree z końca klasy 7, ale również inteligencję, pracowitość oraz różne inne czynniki, np. motywację. I tu zaczynają się schody. Oczywiście bazowanie wyłącznie na wynikach jednego testu może nie być do końca właściwe. W końcu każdemu ten test może pójść gorzej niż wskazywałyby na to wcześniejsze wyniki. Ale traktowanie schooladvies jak wyroczni też okazało się mało efektywne. Raport stwierdza niezbicie, że rekomendacja bardzo mocno zależy od pochodzenia, nie tylko etnicznego, ale również od wykształcenia rodziców oraz ich dochodów. Udowodniono, że dzieci rodziców z wyższym wykształceniem i/lub zamożniejszych otrzymują wyższą kwalifikację niż wynika to z ich wyników eind CITO. I odwrotnie, dzieci z rodzin o niższym wykształceniu i /lub dochodach lądują w klasach o niższym poziomie niż zasługują. 

 
źródło


I tyle. Oczywiście wynik ten ma dość proste wytłumaczenie. Dzieci w takich rodzinach wysysają chcąc-nie-chcąc więcej informacji z rodziców, mają więcej okazji do poznawania świata itd. Przy okazji rozwijają coś, co nazywam inteligencją użytkową, która potem ułatwia życie w wielu aspektach, w tym również w czasie testów. Rodzice z wyższym wykształceniem zwykle bardziej interesują się postępami dziecka, pilnują odrabiania prac domowych (o ile są!). Ostatnio częściej również inwestują w kursy przedegzaminacyjne, w razie potrzeby korepetycje lub diagnozowanie deficytów - na to zresztą raport również zwraca uwagę jako na niepokojące zjawisko (schaduw onderwijs, czyli coś w rodzaju  szarej strefy edukacji). 

"Dobra wiadomość! Pani dzieci nie mają żadnych problemów"
"To niech pani szuka dalej. W końcu sporo pani płacimy"
źródło

Szkoła, zdaniem inspekcji, chętnie włącza się do gry pod dyktando rodziców. A także ma większe wymagania wobec uczniów z "lepszych" rodzin. To już mnie trochę zastanowiło, bo holenderska szkoła podstawowa raczej niczego nie oczekuje i wymagań nie stawia - próbuje jedynie zapewnić ciekawe zajęcia i ocenić możliwości ucznia. Ale może to jaskółka zmian w edukacji - np. szkoła Misi stosuje metodę wrzucania na głęboką wodę: mało instrukcji plus wysokie wymagania, które w sumie mają spowodować silne zaangażowanie ucznia w samodzielne rozwiązanie problemu.

Niby nie powinnam narzekać. W końcu moje dzieci mają właśnie tę przewagę. Ale muszą ją nauczycielom najpierw uświadomić. Na przeszkodzie stoi właśnie ich pochodzenie. Wprawdzie podpadają pod nieco lepszą grupę "westerse allochtonnen", ale jednak. Bo stereotypowo myślący nauczyciel zakłąda, że Polacy są gorzej wykształceni od Holendrów. Jeśli pamiętacie, 2 czarujące przykłady opisałam w poście "Duma i uprzedzenie". Od tamtej pory nie mam już wątpliwości. Trzeba walczyć. Zbyt często słyszę o polskich dzieciach zakwalifikowanych do mavo (basis lub kader) lub co gorsza do praktijk onderwijs (kształcenie praktyczne), po których to klasach właściwie droga do edukacji na wyższych poziomach jest zamknięta.

8 komentarzy:

  1. swieta prawda, w końcu ktoś jasno to napisał)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się zgadzasz. :)

      Usuń
  2. dokladnie tak jest. Z autopsji - dziecko chętne do nauki, chodzi na muzykę, dostaje dobre i b. dobre stopnie w ciągu roku szkolnego, referaty na 10, angielski najwyzej, na cito na koniec 7 klasy wynik Mavo (wysoki wynik jezyka, niższy matmy), eindcitotoets w klasie 8 - wynik Mavo - wg ilosci punktów organizacji cito. A co robi szkola- nauczyciel, ktory zna dziecko od 2 miesiecy w listopadzie daje advies kader......nie pomagają rozmowy, definitywna - w lutym - kader. Ostatni przeciez decydujący test - mavo. Po ponownej ocenie - nauczyciel pozostaje twardo przy kader. Tłumaczenie - on patrzy na totaal plaatje - i z jego doswiadczeniem (ma 30 lat....) mowi, ze to jest kader kind, a nie mavo kind. K....co to jest. Dodam, ze matka Polka, ojciec Holender, oboje skonczyli studia wyższe, niebiedni. Dziecko było w dodatku pestowane czyli mobbingowane w poprzedniej szkole, ktorą zmieniło. Dodam, ze szkola jest katolicka......nie da sie z nimi rozmawiać, nawet advies z inspekcji jest tylko poradą....jak można dawać niedouczonym nauczycielom takie narzędzie do ręki. To decyduje o całym zyciu dziecka. Ostrzegam Polaków - wrzucają nasze dzieci w kader, albo i niżej. MIMO WYNIKU NA MAVO. To chyba nadaje sie do trybunału europejskiego, przeciez to jest czysta dyskryminacja. Argumenty - on patrzy na sociaal-emotioneel plaatje i widzi, ze to nei jest mavokind tylko kader. Polacy mają być robolami i tyle. Tylko dzieci, ktore mają b. wysoki wynik z matmy mogą sie obronić, ale znam wiele przypadków, ze zamiast vwo czy gymnasium - dają tylko havo. I najgorsze, ze nie ma bata na tych naucycieli i ten system, ktory jest od 2 lat. Minister chce go o tyle zmienic, ze jesli dziecko dostało z cito wyzszą ocenę niz advies, to treba bedzie zmienic advies na wyzszy. Ale jeszcze tego nie wprowadzono.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Twoje frustracje. Jeśli czytałaś posty o naszych rodzinnych doświadczeniach (linki w tym tekście), to wiesz, że było podobnie (chociaż na nieco innym poziomie). Niestety zgadzam się z tą opinią, że o Polakach nauczyciele myślą zupełnie stereotypowo. I z racji pochodzenia obniżają opinię. Ale trzeba walczyć. Zawsze! Jeśli nie uda się z nauczycielem, trzeba z intern begeleider, dalej dyrekcją. Można się uprzeć przy wykonaniu testów IQ. Można się odwołać od advies do inspekcji. Albo po prostu nie zgodzić z advies i nie podpisać papieru. Trzeba swoje zdanie odrębne złożyć. Ale warto też rozmawiać ze szkołą średnią. Czasem tam łatwiej się dogadać i zgadzają się na posłanie dziecka do wyższej klasy niż wynika z advies (najłatwiej w szkołach z metodami naukowymi pracy i w takich, w których mają wszystkie poziomy).
      Dla mojej córki udało się zdobyć advies havo-vwo ze wskazaniem na havo. Dziś po roku jako jedna z trójki ucznió w klasie pójdzie do vwo. Część zostanie w havo, a połowa klasy spadnie do mavo. Powodzenia!

      Usuń
  3. no i wrociłysmy. Do Polski, ja po 27 latach. Córka poszła do polskiej szkoły, do 6 klasy, bedzie chodzić jeszcze 3 lata do podstawówki wg nowej reformy, a raczej powrotu do starego systemu, wg którego ja chodziłam lata temu. Porownanie polskiej szkoły podstawowej z holenderska.....bardzo na plus dla polskiej. Mniej lekcji w szkole, wiecej pracy domowej, ale dzieki temu można sie lepiej przygotować, jak komuś zależy. Po lekcjach, kończących się na ogól 12.30 - 14.30 (2 razy) DARMOWE zajęcia pozalekcyjne w szkole - kółko redakcyjne, historyczne, komputerowe, matematyczne, angielskiego, przyrodnicze, teatralne, taneczne, sportowe, do wyboru, az nie starcza dni. Dystkoteki co miesiac. Obiady (8 zł) w szkole, gotowane na miejscu, całodniowe wyzywienie 12 zł......sniadanie i podwieczorek, jest świetlica, ale moja juz za stara. Kazdy uczy sie tego samego, a juz od dziecka zalezy, na jaki stopień sie nauczy. NIe ma dzielenia od małego na 1, 2 czy 3 gwiazdkowych i poziomy. Rozne dzieci dostają rozne oceny, to bardzo sie zmienia. Córka szybko zasymilowała sie do klasy, nie ma mowy o dyksryminacji czy mobbingu ze wzgledu na narodowość. W klasie niegrzeczni bywają chłopcy, jeśli jest jakiś mobbing - przeniesiono ich do innej klasy, skończyło się. Chodzą dzieci ukraińskie - nie ma zadnej dyskryminacji. Do szkoły muzycznej chodzi duzo dzieci czarnych, chinskich, ukrainskich, kazde jest traktowane tak samo. NIe zauwazam zadnych starć. NIe ma dzieci muzułmańskich, ale od kolezanki na Woli wiem, ze są, ale CZeczeńcy i ci bywają agresywni. U nas w szkole tego nie ma. Dzieci z roznych srodowisk, biedne i bogatsze, szkoła jest państwowa. Córce b. sie podoba, ze jeśli ktoś chce - może robić rzeczy dodatkowe z przedmiotu, za ktore dostaje 5 i 6 (najwyzsze), jesli sie tym interesuje. Chodzą do teatrów, do telewizji, do roznych muzeów, manufaktur, nie ma miesiąca, zeby nie było jakiegos wypadu. Póki co jest bardzo zadowolona, chociaz praca jest ciężka, cięższa niz w Holandii, bo trzeba mieć cięższe tornistry, ale wszyscy mają na kółkach. Ma wiele róznych nauczycielek i nauczycieli, z kazdego przedmiotu inny. Po córce widzę, ze mimo pracy - odetchnęła psychicznie. Jednak ten stres w wieku 11 lat zwiazany z cito i advies spowodował, że wręcz obraziła się na Holandię. Niestety. Mimo, ze urodzila sie w Holandii i całe zycie mieszkala. Nie mowiąc o mobbingujących dzieciakach ze szkoły. Znam kilka przypadków osobiscie, kiedy polskie dzieci "uciekly" z Holandii po advies - jedna do Anglii, kilkoro z HOlandii i Niemiec do Polski. Dobrze, ze mogły. To tak gwoli ciekawych historii i ich kontynuacji. Moze ciekawe. Dodam, że córka umie dobrze po polsku, rozmawiam z nią po polsku od małego, sama nauczyła sie pisać. Z polskiego ma problemy z gramatyką opisową, ale szybko nadrabia. Dodam, ze w szkole holenderskiej z języka była bardzo dobra, żeby nie było, ze byl jakiś achterstand itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Bardzo się cieszę, że tak dobrze trafiłyście. Mam nadzieję, że córka będzie zawsze tak zadowolona, jak teraz. To najważniejsze. I miło słyszeć, że polska szkoła taka wspaniała. Niestety nie od każdego taki komunikat słyszę. Ale to bardzo optymistyczne. Powodzenia!

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. https://www.vosabb.nl/basisschool-verlengen-tot-14-15-jaar/

      Jak widać - nie ja jedna mam podobne zdanie. Szkoda, ze tyle polskich dzieci zostało zmarnowanych. Niestety, znam osobiscie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...