13 stycznia 2015

Słowo roku 2014

źródło
Co roku holenderskie wydawnictwo Van Dalen organizuje wybory słowa roku. Czasem są to słowa, które rzeczywiście niedawno weszły do obiegu i zrobiły błyskawiczną karierę. Tak było w zeszłym roku, gdy podobnie jak w innych krajach przebojem okazało się selfie. Czasem wysoko na liście zwycięzców są wyrazy zupełnie nieużywane, kojarzone za to z pewnymi ważnymi wydarzeniami. W tym roku byłam bardzo zaskoczona, bo zwyciężyły słowa długie i trudne do wymówienia (co moim zdaniem dyskwalifikuje je w kwestii popularności). Jakie? Ano takie:




Na pierwszym miejscu dagobertducktaks. Łomójboze, a co to? Słowo, które w pierwszym momencie z niczym się nie kojarzy. Ponieważ zupełnie go nie znałam, miałam potężne problemy z jego wymówieniem, a co dopiero zrozumieniem. Wprawdzie Van Dalen podaje znaczenia wszystkich słów z listy, ale nad jego pochodzeniem musiałam zastanawiać się przez dobre kilkanaście minut. Dagobertducktaks oznacza podatek dla osób o wyjątkowo wysokich dochodach, czyli dla superbogatych. Ale skąd to słowo się wzięło? Oto holenderska kreatywność słowotwórcza. Końcówka "Taks" to po prostu holenderski zapis angielskiego słowa "tax", czyli podatek. Holenderskie słowo "belasting" byłoby za długie i nie korespondowało z początkiem, który pochodzi od ... postaci z kreskówek o Kaczorze Donaldzie. Chodzi o Dagoberta Ducka, w Polsce znanego jako Sknerus McKwacz, pochodzącego ze Szkocji kaczego milionera, który spełnił amerykański sen. 



źródło
Kolejny zwycięzca to moestuinsocialisme, słowo równie skomplikowane, chociaż składające się wyjątkowo ze słów holenderskich. "Moestuin" to ogródek warzywny, czy zielny, w każdym razie taki, w którym hoduje się rośliny na stół. Końcówka oczywista. A całość oznacza ustrój, który z jednej strony zapewnia wszystkim pewne minimum socjalne (w tym przypadku niskie państwowe emerytury dla wszystkich), ale będące w rzeczywistości prawdziwym minimum, aby zachęcić do samodzielnego działania (czytaj pracy, przedsiębiorczości), umożliwiającego zapewnienie sobie wyższych dochodów na starość (w postaci prywatnej renty, oszczędności itp.). Czyli taki, jaki serwuje nam aktualnie Królestwo Niderlandów. I do jakiego muszą przywyknąć przyzwyczajeni do luksusu Holendrzy.

Na trzecim miejscu w końcu coś prostszego, czyli stemfie. Stemfie to kombinacja słów "selfie" i "stem" ("głos"). To selfie wykonane w kabinie do głosowania podczas wyborów. Oto nowoczesna ekshibicjonistyczna forma demokracji. 



źródło
Muszę powiedzieć, że wyniki totalnie mnie zaskoczyły. Przede wszystkim dlatego, że wybrane słowa są stosunkowo wyrafinowane i odnoszą się do poważnych zjawisk politycznych, czy społecznych. Tymczasem Holendrzy polityką nie interesują się w ogóle. Wiadomości radiowe czy na popularnych portalach prasowych są tabloidowe. Niusem dnia są zwykle sprawy związane z piłką nożną, rodziną królewską i rozmaite przestępstwa. Informacje o zmianach przepisów są zdawkowe i nikt o nich nie dyskutuje. Przynajmniej w rozmowach prywatnych. Czyli zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie oczywista jest kariera zeszłorocznych słów takich jak "separatysta", "kilometrówka" i "aneksja". Zresztą warto zauważyć, że o ile polskie słowa roku odnoszą się często do spraw międzynarodowych czy jakiś afer politycznych, to Holendrzy stawiają na dotykające każdego sprawy finansowe. Zagranica to kosmos, w końcu nas tam nie ma. Afera w polityce to porażka, która trzeba zamieść pod dywan, żeby sobie nie psuć samopoczucia, ale podatki i emerytury to sens życia. 

Wybrano również słowa roku w kilku kategoriach, takich jak slang młodzieżowy, lifestyle, sport i rozrywka, ekonomia, polityka. Tymi ostatnimi nie chciałabym Was już zanudzać. Ale w pierwszych kategoriach trochę pewniaków i trochę ciekawostek. Na topie wśród młodzieży aanmodderfakker, onesie i facebookvoyeur. To pierwsze słowo to znów ciekawy zholenderszczony zapis angielskiego "motherfucker", którego nie muszę tłumaczyć. Rodzaj gry słownej z wyrazem "aanmodderen", oznaczającym błocenie, czyli robienie bałaganu. Określa loosera, człowieka bez ambicji, któremu "wszystko zwisa", na niczym nie zależy. To odniesienie do nagrodzonego filmu Michiela ten Horn pod takim właśnie tytułem. Tragifarsy o 32-letnim wiecznym studencie Thijsie, który spędza czas na kanapie, piciu piwka i podrywach, za którego rachunki płaci mama. Niestey jeszcze nie widziałam, ale nie omieszkam. 





Onesie to z kolei topowa część garderoby, bez której nie może się obejść w domowych pieleszach żadna wielbicielka mody. Po polsku swojski pajacyk, czyli połączenie bluzy i spodni. W roli piżamy lub stroju domowego. Hit roku (też mamy!). 



źródło

I w końcu Facebookvoyeur, tym razem  francuzizm, opisujący fejsbukowicza-podglądacza, czyli kogoś, kto na fb tylko ogląda i komentuje posty znajomych, nie publikując własnych.

W innych kategoriach moje typy: selfiestick, czyli znany miłośnikom selfie kijek-statyw ułatwiający robienie zdjęć swojej twarzy z większej odległości, oraz loomen, czyli plecenie bransoletek z gumek - zeszłoroczny przebój dziecięcy. 


źródło






1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...