11 lipca 2013

Pełna przejrzystość, czyli prezent po holendersku

Różnice kulturowe wyrażają się w drobiazgach. Żyjąc poza krajem swojego urodzenia musimy uważnie obserwować te malutkie różnice i do nich się dostosowywać. Jednym z drobiazgów, z którymi obchodzimy się zupełnie inaczej w każdym z krajów, w których przyszło mi żyć, jest sztuka obdarowywania.

W Niemczech zasada jest prosta: prezent musi być praktyczny, inaczej szkoda pieniędzy. Dlatego kwiaty nie są popularnym podarunkiem. A żeby się przydał, musi być przemyślany i pasować do obdarowanego. Stąd często prezenty grupowe - za większą sumę łatwiej kupić coś przydatnego. Najlepiej, jeśli jest samodzielnie wykonany, np. książka kucharska czy album ze wspólnymi zdjęciami. Problem z niechcianymi prezentami rozwiązano przez powszechne używanie bonów upominkowych. Nie wiem, czy w Polsce się już na dobre przyjęły - chyba ciągle jeszcze wiele osób krępują. Według mnie są bardzo praktyczne - każdy może sobie za nie kupić to, co będzie chciał. Ilość możliwości jest tak duża, że można dopasować bon dla każdego. Jeśli lubi czytać - księgarnia, wielbiciel teatru czy muzyki lub innych wydarzeń kulturalnych - bon na bilety, przeprowadza się - bon do IKEA, ma ukochanego zwierzaka - bon do sklepu zoologicznego. I tak dalej. W razie problemów zawsze można podarować bon do perfumerii, sklepu z mediami lub dużego domu towarowego. I gotowe - wszyscy są zadowoleni.

Typowe opakowanie prezentu
A w Holandii? Zupełnie inaczej. Bony podarunkowe nie są aż tak popularne. Kwiaty - jak najbardziej, albo wielkie i piękne bukiety ciętych albo coś w doniczce, ale raczej sezonowy stroik. Co ciekawe, także mężczyźni, a nawet mali chłopcy, dostają kwiaty. Natomiast prezent musi być prezentem - musi być widoczny, nie może kryć się w kopercie. Nawet tradycyjny bożonarodzeniowy prezent od pracodawcy nie może mieć formy bonu, lecz kartona wypchanego butelkami z winem, paczuszkami oryginalnej herbaty, świecami i grami rodzinnymi. Na urodziny i z innych okazji (poza osobami najbliższymi) kupujemy coś niedrogiego (do 10 euro) - najczęściej jakieś ozdoby, świece, ramki do zdjęć, kosmetyki, itp. Zasada jest jedna - musi być ładnie opakowany. Najlepiej nie w papier, a już na pewno nie w torbę, tylko w przezroczystą folię, zawiązaną kolorowymi wstążeczkami. Tak żeby przez opakowanie było widać, co jest w środku. Oszczędza to obdarowanemu odpakowywania, a wszyscy i tak mogą podziwiać.

I jeszcze jedno - prezenty daje się nie tylko na Mikołaja, czy urodziny. Z okazji przeprowadzki czy pierwszej wizyty kupujemy doniczkę z kwiatami. Ale wypada też obdarować dziecko (nie tylko własne, ale i znajomych), które wygrało turniej tenisowy albo zdało egzamin na kartę pływacką. A także instruktora sportowego na koniec sezonu, prowadzącego kurs po jego zakończeniu, a nawet nauczyciela na koniec roku szkolnego lub tzw. juffendag (odpowiednik dnia nauczyciela). To zresztą było dla mnie sporą niespodzianką. Wiadomo, w Polsce z takich okazji można dać kwiaty, ale już prezent zostałby skomentowany przez innych uczniów (albo rodziców) jako lizusostwo lub próba przekupstwa. W Niemczech nauczyciele w ogóle nie przyjmowali indywidualnych prezentów od uczniów, no chyba że jakiś rysunek lub laurkę. Z każdej okazji były prezenty składkowe. Holenderscy nauczyciele prezenty biorą chętnie (nawet bardzo). I, co ciekawe, wszyscy te podarunki przynoszą, nawet wtedy, gdy klasa przygotowała już jeden wspólny.

Koniec roku szkolnego to dla mnie w tej kwestii próba - najpierw juffendagen, potem  rozstanie z tegorocznymi nauczycielkami. Jak uda mi się wymyślić tyle niezobowiązujących prezentów?

4 komentarze:

  1. Witaj Allochtonko!

    Ja mam kompletnie odmienne zdanie jesli chodzi o bony podarunkowe. W moim otoczeniu i posrod moich znajomych sa bardzo popularne. Ja czesto korzystam z tej formy prezentu bo uwazam, ze jest praktyczna. Sama uwielbiam je dostawac.

    Pozdrawiam serdecznie z Leeuwarden!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez bardzo je lubie. I dawac i otrzymywac. Po prostu na razie nie mialam odwagi, bo w moim otoczeniu jakos nie zaobserwowalam ich popularnosci. Ale ostatnio moja corka dostala je na urodziny, wiec na pewno zaczne ich uzywac.
    Rowniez pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. I jakie prezenty dla juff Pani wymyśliła? :) Zbieram pomysły, żeby mnie koniec roku nie zaskoczył :)
    Pozdrawiam
    Nowa czytelniczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że nieustannie mam z tym problem. Bo przecież taki prezent powinien być niezobowiązujący. Najbardziej przemawiają do mnie prezenty całkowicie zindywidualizowane - w tym wypadku po prostu przygotowane przez dzieci. A jeśli nie ma dobrego pomysłu, to poprzestaję na dekoracyjnych świecach, latarenkach na taras lub drobnych ozdobach, które pasują do każdego wnętrza. No chyba że dzieci chcą koniecznie jakiś kubek z napisem "voor de allerliefste juf" - niestety wchodzimy w ten etap. W każdym razie nie robię prezentów typu balsam do ciała, bo wydają mi się nieodpowiednie na tę okazję. Co nie znaczy, że nie są pożądane i ciepło przyjmowane - w końcu panie nauczycielki są przyzwyczajone do takich podarków.
      Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do częstego czytatnia!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...